Beczkowóz z listy Schindlera
Muzeum Pożarnicze Józefa Trajdosa w Łomnicy odwiedza rocznie kilkadziesiąt zagranicznych wycieczek, a o zbiorach nakręcono dwa filmy emitowane w niemieckiej telewizji. Niektóre eksponaty wykorzystano na planie filmowym – ostatnio wóz strażacki pożyczył Spielberg.
Oleski rzemieślnik, zwany przez znajomych z Zachodu „biednym kapitalistą żyjącym w socjalistycznym kraju”, potrafi godzinami barwnie opowiadać o początkach prywatnego handlu, transportu i przemysłu w powiecie. Jednak największą pasją Józefa Trajdosa są dzieje oleskiej straży pożarnej której był współorganizatorem i wieloletnim naczelnikiem oraz twórcą własnego muzeum sprzętu strażackiego.
Wypadkowa pompa
Od 1948 roku Trajdos prowadził zakład naprawczy samochodów i sprzętu gaśniczego.
Początkowo nie przywiązywałem zbytniej wagi do tego typu sprzętu, ale z czasem zauważyłem, że niektóre eksponaty były naprawdę interesujące.
Od tej chwili rozpoczyna się systematyczne poszukiwanie różnego rodzaju pojazdów, narzędzi i pamiątek strażackich, a liczba eksponatów gwałtownie rośnie. W oleskiej OSP zaczyna powoli brakować miejsca. Nie wystarczają również na ekspozycję dwa garaże w zakładzie samochodowym. Niektóre auta stoją na wolnym powietrzu, powoli rdzewiejąc. W tej sytuacji Trajdos podejmuje decyzję: wybudować halę wystawienniczą: kupuje gospodarstwo rolne w Łomnicy i adaptuje stodołę na halę wystawienniczą. Do pomieszczeń o powierzchni ponad 500m kw. Zaczyna przewozić eksponaty przechowywane do tej pory w prowizorycznych warunkach.
Z Łomnicy do Spielberga
Wśród licznych eksponatów poczesne miejsce zajmują samochody. Mimo przejechanych tysięcy kilometrów i swoich lat pojazdy wyglądają jak nowe. ZIS-em „S” z 1914 (samochód beczkowóz) zainteresował się Spielberg wypożyczając go do kręconej w Polsce „Listy Schindlera” Po zdjęciach samochód pojedzie na wystawę do Hanoweru. Z ciekawszych okazów należy wymienić też odkryty samochód pożarniczy Citroen z 1922, Steyr z 1934 i samochody polskie z wczesnych lat 50. oraz poczciwą Warszawę (nr 6666), którą pan Józef jeździł na rajdy starych samochodów do Austrii.
Okazale prezentuje się również czterokołowe i dwukołowe sikawki z XIX wieku, a wśród nich dwa unikaty. Sikawka konna wykonana całkowicie z drewna w 1848 roku przez oleskiego rzemieślnika Carla Bayera oraz przenośna (także drewniana) z 1875 roku
Urządzenie to – mówi Józef Trajdos – potrafi tłoczyć strumień wody ponad sześć metrów w górę i jest bardzo łątwe do obsługi i naprawy.
Poza tym w Łomnicy znajdują się jeszcze motopompy z lat trzydziestych, różnego typu gaśnice, lampy oświetleniowe, prądownice, drewniane wiadra na wodę i czerpak z przełomu wieku, a nawet dwie... amfibie.
Teraz mam sprowadzić trzecią, gąsienicową z Lubonia Śląskiego, ale muszę mieć zezwolenie ministra na transport, ponieważ przewozić trzeba ją na platformie. Będzie mnie kosztowało ponad 10 milionów złotych.
Oprócz sprzętu właściciel zgromadził 11 tysięcy zdjęć archiwalnych, taśmy filmowe na 50 godzin.
Sakramencki żal
Bogate zbiory prywatnego muzeum w Łomnicy nie zostały do końca zinwentaryzowane i opisane, chociaż w placówce odbywały się sympozja naukowe. Józef Trajdos będąc właścicielem zakładu, zbieraczem, kustoszem nie ma po prostu czasu. Dodatkowo zajął się historią powstania leskiej straży pożarnej i udowodnił niedowiarkom, że Olesno już w 1787 roku posiadało i utrzymywało „rycerzy świętego Floriana”
Wydawać by się mogło, iż w tej sytuacji pomóc powinna komenda wojewódzka. Wprawdzie współpraca z władzami układa się dobrze, ale pan Józef ma zadawniony żal do niektórych dawnych notabli szczebla wojewódzkiego.
W 1978 roku zrobiłem wystawę moich eksponatów w oleskim domu kultury – relacjonuje łomnicki kustosz
W tym czasie powstało współzawodnictwo pomiędzy województwami i żeby województwo dobrze wypadło, przyszli do mnie, by pożyczyć do Kłobucka 180 eksponatów. Pożyczyłem, wróciły tylko dwie pochodnie, w dodatku nie moje. Pisałem dwadzieścia pism i żadnej odpowiedzi. A Przecież mam zdjęcia i zawsze mogę udowodnić, co było moją własnością. Mam o to do nich sakramencki żal.
I trudno mu się dziwić – na zbieranie rozproszonych pamiątek strażackich stracił część pracowitego życia.
Marian Kluba



























































































